piątek, 27 grudnia 2013

One shot *001

One shot

"wyrwane z kontekstu" fan fiction potterowskie


MUZA

cz.1



 


- Zapomnij! - krzyczę i zaplatam ręce na piersi. - Co ja jestem?! Na pewno nie twoją sową, ani gońcem! Masz jakiś problem?!

- Uspokój się kobieto! - przerywa mi Adrian i unosi ręce w pojednawczym geście. - Sam mu to powiem, ale wtedy musisz liczyć się z tym, że mogę nie wrócić.

- Przecież cię nie zabije! - kpię z niego, ale jego mina pozostaje śmiertelnie poważna. - Acha... - Dodaję i spuszczam głowę, żeby nie widział zawodu w moich oczach.

- Ciebie nie zabije. - mówi - Jesteś przecież dla niego cenna, Muzo.

- Niech ci będzie... - odpowiadam i wychodzę z sowiarni. Uważam na oblodzone schody, a moją czarną pelerynę przykrywają płatki śniegu. Uwielbiam zimę. Zwłaszcza kuligi, kiedy pracuję jako woźnica w kuligach szkolnych i popędzam moje ukochane konie: Alaskę i Blitz'a. Na co dzień przebywają one w stajniach na podzamczu. Opiekuję się nimi i lubię spędzać z nimi czas. Mam w sumie cztery konie, ale dwa pozostałe zostały w moim rodzinnym kraju, Polsce. Opiekują się nimi moje przyjaciółki, które nie wiedzą o istnieniu magii.

Ale dość o koniach. Mam zadanie do wypełnienia. Wchodzę do szkoły i znajduję się w przestronnym holu. Od razu kieruję się w stronę lochów, gdzie znajduje się dormitorium Ślizgonów. Wyciągam moją różdżkę i wypowadam jakieś zaklęcie. Jestem w tym dobra, bo znam dokładne znaczenie magicznych słów. Każda muza to potrafi. My przecież układamy pieśni, które potem sprzedajemy za drobne pieniądze syrenom, a one śpiewają je, zwodząc żeglarzy na skały.

- Czego?! - słyszę wściekły głos Draco - Nie wiesz, gdzie twoje miejsce pierwszaku?! - jasnowłosy wyżywa się na jakimś nowym uczniu. Ja też w sumie jestem tu nowa. Uczęszczam do Hogwartu od kilku miesięcy. Wcześniej byłam we francuskiej szkole, ale miałam problem z językiem. Angielski ułatwia życie.

- Witaj. - Odzywam się melodyjnym głosem, a czarodziej spogląda w moją stronę. Mały brunet wykorzystuje chwilę nieuwagi swojego oprawcy i ucieka.

- Cześć! - odpowiada chłopak i prezentuje rząd śnieżnobiałych zębów. - Co cię do mnie sprowadza? - pyta bez owijania w bawełnę - Bo przecież nie przyszłaś sobie ot tak, pogadać.

- Masz rację. - Odpowiadam i podchodzę kilka kroków bliżej, ale nadal dzieli nas ponad metr.

- Powiesz wreszcie? - niecierpliwi się Ślizgon - Nie przywykłem do rozmawiania z Gryfonami dłużej niż piętnaście minut.

- Jakimś cudem... - przełykam głośno ślinę, aby zyskać trochę czasu - cała szkoła dowiedziała się, że jesteś... - przerywam na chwilę, ponieważ boję się jego reakcji - śmierciożercą. - Ostatnie słowo wypowiadam tak cicho, że ledwo mnie słyszy. Patrzę mu w oczy, ale teraz nie widzę tam nic. Są jakby martwe... Nagle ogarnia mnie przerażenie i nabieram chęci, aby jak najszybciej uciec. Robię to. Biegnę i biegnę. Nie wiem gdzie, ale ważne, że jak najdalej od tych pustych oczu Ślizgona. Wybiegam na śnieg. Lekki puch przyczepia się do mojej peleryny, mocząc ją. W pewnym momencie staję przed chatką Hagrida. Pokonuję tych kilka schodków i pukam do drzwi.

- Kto tam? - słyszę donośny głos gajowego i jego ciężkie kroki. Drzwi się otwierają i pojawia się w nich ogromna postać Hagrida.

- To ty, - mruczy - wejdź.

- Dziękuję. - Odpowiadam, choć to nie jest potrzebne. Zamykam za sobą drzwi i wieszam mój mokry płaszcz niedaleko kominka, ab wysechł. Dopiero w tym momencie zauważam, że płaczę.

- Co się stało? - pyta gajowy, ale nie zamierza dopytywać. Odczekuję chwilę, chcę ochłonąć. Dopiero po jakimś czasie odpowiadam chaotycznie, nieskładnie, trochę bez sensu, ale Hagrid rozumie


- Ślizgon... ś-śmier-śmierciożerca... - próbuję powiedzieć jakieś porządne zdanie, ale nie potrafię tego zrobić. Mam już przecież siedemnaście lat, a płaczę jak małe dziecko... a na dodatek nie wiem z jakiego powodu! To strach, zmęczenie... a może widok tych jego pustych oczu? Niee... to nie mogło mnie tak poruszyć! Jestem kobietą, a nie mazgajem! A może... może coś do niego czuję? Nie! To byłaby najgłupsza rzecz w moim życiu! Muza i śmierciożerca... Ha! dobre sobie...

- Wiem, co może ci pomóc. - Nagle Hagrid wyrywa mnie z rozmyślań i spoglądam na niego spod opuchniętych powiek.

- Tak? - ponaglam go pytaniem.

- Może... masz ochotę na przejażdżkę na Hardodziobie? - uśmiecha się do mnie, a ja próbuję to odwzajemnić, ale marnie mi to wychodzi. Mężczyzna bierze to jako odpowiedź twierdzącą i podaje mi mój płaszcz. Zakładam go i sama wychodzę na śnieg. Na tym hipogryfie miałam okazję przelecieć się tylko raz, ale był to nie lada wyczyn, gdyż Dziobek dopuszcza do siebie tylko nieliczne osoby.

- Dziobek! - wołam hipogryfa, a on przylatuje. - Dziwne... - mruczę pod nosem, kłaniam się mu, a on powtarza mój ruch. Podchodzę do niego powoli. Ostrożności nigdy za wiele.



____________________

Oto macie moją wenę twórczą ^^ Łapcie i czytajcie, bo wena mnie opuszcza... :c
Ehh... co by Wam tu więcej napisać... nic, życzę wesołego po świętach i szczęśliwego nowego roku!
A teraz lecę, bo mój brat mnie straszy skarpetami :p

SilverGold

wtorek, 17 grudnia 2013

Prolog:

Nie wiem, czy was to interesuje, ale chce wam coś opowiedzieć. Jest to historia z mojego życia. Odkryję przez wami fragment mojej duszy, opiszę wspomnienia. Teraz to wszystko może wydawać się fikcją, ale naprawdę to przeżyłam. Chcę wam to wszystko przekazać, abyście nie popełniali moich żałosnych błędów i podzielili moje radości. Wszystko zaczęło się wraz z ostatnim gimnazjalnym dzwonkiem...


____________ 

oto prolog... jest Wam dany... napisany xd 

pozdrawiam i błagam na kolanach o komentarze *robi oczy zbitego psa*


Wasza SilverGold ^^

Don't forget me - końskie opowiadanie

Cześć ludziska!
Jakoś cicho się tu zrobiło, bo Wasza autorka ma za dużo zajęć dodatkowych i jest zmęczona.
Oto przedstawiam Wam nowe opko, które będę pisała częściami na fb, a całe posty będą ukazywały się tutaj pod etykietką taką jak w tytule postu.
Pozdrawiam wszystkich
SilverGold